Związek Króla Lwa z Afryką

Środa, 28 grudnia 2011

Jambiani, Zanzibar Czytano: 5340

Simba z Króla LwaZapewne większość ludzi po raz pierwszy usłyszało Simba w Królu Lwie. Kilka określeń z filmu pochodzi z języka suahili. Simba znaczy lew, siła, moc, a słowa często powtarzane przez Pumbę, hakuna matata, że nie ma się o co martwić. Imię wszechwiedzącej małpy, Rafiki, znaczy przyjaciel. Po obejrzeniu bajki okazuje się, że nieświadomie nauczyliśmy się przynajmniej 3 słów w języku suahili. Z pełną świadomością możemy używać tych słów w Afryce wschodniej i środkowej, gdzie zrozumie nas przynajmniej 180 milionów ludzi.

W Jambiani Simbą nazywają 35-cio letniego Abdula. Nie dzieje się tak dlatego, że ma niezwykłą siłę, zwinność, czy jest nieustraszony. Powód jest dużo prostszy: Abdul rok temu obciął drefdy, które miał do pasa – przypominał lwa wizualnie. Simba mieszka na wyspie, a jego zawodem jest organizacja turystom rozrywek, dlatego nurkuje z delfinami, poluje na ośmiornice, żegluje i w ogóle ma super. Jego ulubioną wycieczką jest "niebieskie safari" (w ogóle to dobrze trafiłem z tym Simbą, za tą przyjemność zapłaciłem 10$ mniej niż ten podróżnik, do tego moja wycieczka była identyczna :)).

Simba nosi na szyi gruby, srebrny łańcuch. Dostał go od swojej byłej narzeczonej z Norwegii, która miała go zabrać ze sobą do Europy, ale zginęła w wypadku samochodowym. O historii z łańcuchem słyszałem jeszcze od jednej osoby. David wysłał książkę z wzorami lokalnych tatuaży do Polki poznanej na wakacjach, która go o to poprosiła. Dziewczyna odesłała mu łańcuch.

Simba ma koguta. Podczas jednej z wycieczek podjechał do swojej matki, żeby pożyczyć od niej jedną kurę, bo kogut zaczął się robić nieznośny. Przewoził kurę w bagażniku, która w pewnym momencie wskoczyła do środka samochodu i zaczęła latać po całym samochodzie.
Abdul ma licencje przewodnika za którą zapłacił 200 dolarów. Organizuje wycieczki. Jego ulubiona to warta 35 dolarów błękitne safari. Trwa cały dzień i ma w cenie posiłek. Moim zdaniem najlepsze jest nurkowanie z delfinami. Trzeba wyjechać o 5 rano, by być na miejscu o 6-tej. Delfiny noc spędzają przy wyspie, a w ciągu dnia wypływają na ocean w poszukiwaniu pożywienia. Podczas dwóch pierwszych godzin są jeszcze na tyle blisko, że można je znaleźć i z nimi zanurkować. Blisko wyspy nie jest głęboko, więc kiedy delfiny schodzą pod wodę można je zobaczyć, bo nie mają gdzie uciec. Można podpłynąć naprawdę blisko, a nawet usłyszeć ich nawoływania. Zawsze pływają w stadzie i często są z nimi młode. To niesamowite doświadczenie.

Bruno to kierowca. Jego żona pracuje w hotelu. Ma trójkę dzieci. Zabrał nas na wycieczkę do lasu Jozani, gdzie żyją endemiczne gatunki małp. Po powrocie zaprosił nas do swojego domu, ale po wejściu od razu zniknął. Siedzieliśmy na podłodze i już mieliśmy się zbierać, gdy wszedł do domu niosąc 4 butelki coca-coli. Nie wiem, czy gościł białych wcześniej w swoim domu, był z tego powodu bardzo skrępowany. Cole oddaliśmy jego dzieciom, ale wiem, że oni jej nie pijają dużo bo w wiosce nie ma dentysty…