Jambiani, Zanzibar
Planowanie podróży, wyszukiwanie najlepszych połączeń, zakup biletów, pakowanie bagażu – tak można opisać przygotowania do każdej wyprawy. Dalekie podróże wiążą się jednak z dodatkowym ryzykiem jakim są choroby zakaźne na które nasz system odpornościowy nie jest przygotowany. Przed podróżą na Zanzibar obowiązkowo trzeba zaszczepić się przeciwko żółtej febrze. Żółta książeczka szczepień sprawdzana jest podczas przekraczania granicy. Spotkałem się już z różnymi podejściami do medycyny. W Afryce będzie nas leczył zielarz.
W Jambiani rolę lekarza-zielarza pełni Ba Suleman. Ba w suahili oznacza osobę starszą, która otoczona jest powszechnym szacunkiem. Jeżeli kobieta jest starsza, to szacunek okazuje się zwracając do niej Bi, np. Bi Fatuma. Do Sulemana wszyscy zwracają się z szacunkiem nie ze względu na wiek, 71 lat, ale ze względu na zawód. Gdy go odwiedziliśmy wyjął torbę pełną korzeni i listków. Po kolei prezentował co może wyleczyć. Niektóre rośliny mają działanie stymulujące, np. pobudzają. Jeden z moich afrykańskich znajomych zdradził mi, że przychodzi do niego, gdy ma problemy z potencją. Suleman z postawą mędrca opowiada, że czasem lekarz ze szpitala mówi, żeby pacjent poszedł do Sulemana, bo on nie może pomóc.
Dla przykładu Suleman ma kilka sposobów leczenia astmy. W zależności od wieku. Dorosłym zaleca palenie wysuszonego kwiatu dostarczonej przez siebie rośliny. Trzeba zaciągać się krótkimi, szybkimi haustami. Po zażyciu pacjent staje się senny, a objawy ustają.Punktem kulminacyjnym jego prezentacji było wyciągnięcie sfatygowanej książki w języku niemieckim. W środku jest zdjęcie Sulemana gdy miał 61 lat. Suleman nie zna niemieckiego, ale opowiada co jest napisane na jej stronach. Gdy było już jasno, ale jeszcze słońce nie świeciło, czyli pora dnia nazwana w suahili alfajiri. W tym czasie właśnie jedna z turystek, Niemka, poczuła się źle i prosiła o pomoc. Nikt nie mógł pomóc kobiecie i nie znaleźli lekarza. Sprowadzili Sulemana, który zbadał pacjentkę i poszedł do lasu. Wrócił po 15 minutach z ziołami, a jego siostra zrobiła napar. Po powrocie do pacjentki Suleman powiedział, że jest w ciąży, a jej płód jest zagrożony, bo jest niewłaściwie ułożony, ten napar uratuje życie Tobie i Twojemu dziecku. Wszyscy znajomi kobiety zdziwili się, bo nie wiedzieli, że jest w ciąży. Kobieta potwierdziła, że spodziewa się dziecka i wypiła napar. Po 4 latach wróciła do wioski by odnaleźć Sulemana, przyjechała ze swoją 4-ro letnią córką i wręczyła mu książkę w której opisała tą historię.
Wiedzę o zielarstwie przekazała mu jego ciotka i jego babka. Teraz ma swojego ucznia, który jest jego wnukiem. Gdy Suleman odejdzie, zostawi wiosce swojego następcę.
W wiosce jest też kobieta która odbiera porody. Każdy chce mieć dużo dzieci, więc kobieta ma pełne ręce roboty. Nie udało mi się jej poznać, ale widziałem dziewczynkę, którą odebrała dwa dni wcześniej.
W Jambiani jest szkoła. Edukacja jest darmowa. Część zajęć jest prowadzona w języku angielskim. W szkole jest 1260 dzieci! Edukacja jest dwustopniowa. Wszystkie dzieci są w jednakowych uniformach: biała koszula i niebieskie spodnie dla chłopców, i adekwatnie kolory dla dziewczynek, z tym, że są dziewczynki ubrane są w sukienkę i mają białą chustę zakrywającą głowę. W szkole jest skromnie. W niektórych salach nie ma ławek, więc dzieci siedzą lub leżą na podłodze. W salach bez okien nie ma tablic, ale jest jej odpowiednik. Prostokątny kawałek ściany jest pomalowany na czarno – najtańsze rozwiązanie. W szkole jest sala komputerowa z 20-stoma stanowiskami. Najlepsza dyscyplina panowała na lekcji geografii. Nauczyciel omawiał budowę układu słonecznego, uczniowie siedzieli po 3 osoby przy jednej ławce, ich ruchy były bardzo ograniczone. Powód dyscypliny wyszedł na jaw, gdy jeden z uczniów podpadł. Nauczyciel go zawołał i zbił linijką. Zapłakany chłopczyk wrócił do ławki.
O moich znajomych Simbie, organizatorze turystyki i Brunie, kierowcy napiszę w następnym odcinku.
Poprzedni wpis: Jambo Zanzibar | Następny wpis: Prezenty dla podróżników |