Bangkok
Przewiduje się jak będzie wyglądało nasze życie w przyszłości. Odpowiedzią na tą spekulacje jest Japonia, która już tam jest, po co czekać, przecież możesz pojechać i zobaczyć przyszłość... Tak abstrakcyjną metaforą można porównać Suan Mokkh do wszystkiego innego, tak jak w reklamie pasty Colgate, gdzie pięciu badanych zostało zapytanych kto płaci za kartonowe opakowanie od pasty? Cztery osoby odpowiedziało Ja płacę Niczym nie wyróżniająca się piąta osoba odpowiedziała Ci państwo i skierował głowę na wcześniejsze osoby. Kto jest w tym szumie? zapytał prowadzący badanie, ostatni z pytanych odpowiedział Ci państwo, spojrzał pod stopy, właśnie po raz pierwszy od dziesięciu dni opuszcza to miejsce, wychodzi do świata tych państwa z badania, którym zadano to samo pytanie, ale każdy odpowiedział Ja jestem. Ostatni wychodzi...
W Suan Mokkh byłem jak wysterylizowane świecące włókno wolframu w próżniowej żarówce. Minął ostatni dzień, pielęgnowana szklana bańska żarówki dzieląca nas od świata zewnętrznego pękła! Wszyscy odebrali swoje rzeczy z sejfu i każdy ruszył w inna stronę. Cichy też wracał za kilka dni do Wiednia. Wreszcie mogliśmy porozmawiać. Cichy to 33-letni Austriak i ma na imię Kris. Zapytałem Krisa, czy na te kilka dni w Bangkoku nie chciałby spędzić z kompanem. Krisowi spodobała się ta propozycja. W swobodnych konwersacjach w czasie podróży dowiedziałem się, że Kris jest w Tajlandii od 6-ciu miesięcy. Głównie mieszkał na wyspie Pha Ngan, gdzie nauczył się mówić po tajsku. Trochę się tam zagubił. Kurację w Suan Mokkh traktował jako detoks. W jak odmienne stany zabrnął nadużywając Magic Shak'ów postaram się ustalić później. Mimo, iż nie przejrzałem wcześniej podróżniczego Curriculum Vitae Krisa, to okazało się, że prawdopodobnie moja intuicja mnie nie zawiedzie. Kilka dni na Khao San Road do Krisa podszedł wróżbita i powiedział, że ma nadprzyrodzone zdolności. Kris nie był zainteresowany, więc popatrzyłem znacząco na wróżbitę, a co byś mi powiedział? Wróżbita skupił się na mnie przez chwilę i powiedział: za dużo myślisz.
Kris od razu wiedział gdzie iść. Pokazał mi kilka swoich ulubionych miejsc. Jezz pub i bar Traveler's. Oba miejsca są niesamowite. W Jezz pub co wieczór gra inna inny zespół, pub jest wąski na 3 metry i długi na około 10. Grający zespół jest tak blisko, że można pomyśleć, że pije z tobą piwo Chang przy Twoim stoliku, do tego jest to tak stłoczone miejsce, że o 2200 nie ma już wolnych stolików. Na ścianach wiszą amerykańskie synonimy jazzu. Bardzo klimatyczne. Drugie miejsce to Traveler's. Prowadzi je Izraelczyk, niektóre dania z menu też są izraelskie. Całe miejsce jest zrobione trochę w klimacie safari. Blaty stołów są zrobione z 7 centymetrowych pociętych pni gigantycznych drzew. Na ścianach wiszą zdjęcia z całego świata. Jest darmowe Wi-Fi, ale nie można wejść na strony związane z podróżami, czy kupowaniem biletów, bo po sąsiedzku mieści się agencja turystyczna, a oba punkty ze sobą współpracują. W tym samym budynku jest też świetne miejsce dla podróżników. Na 3 piętrze jest przechowalnia bagażów. Do 3 dni można przechowywać bez opłat, za kolejne dni płaci się 5 batów. Bagaż można trzymać maksimum rok, czyli z tego miejsca można uczynić swój schowek.
Kiedy byłem w Portugalii w kinie zaskoczyła mnie przerwa w środku filmu. Projekcja została zatrzymana, wyświetlił biały napis INTERVALO na czarnym ekranie i okazało się, że teraz mamy 10 minut przerwy. W Tajlandii zaskoczyły mnie dwie rzeczy. Trzy godzinny historyczny film o narodowym bohaterze poprzedzony był oddaniem hołdu rodzinie królewskiej. Wszyscy wstali. Po drugie Tajowie nie znają umiaru w nastawianiu klimatyzacji. Ubrany w krótkie rękawki po 30 minutach skostniałem. Obok mnie siedział białoskóry pan około 50tki ze swoją 20 letnią tajską dziewczyną. Na początku obejmował dziewczynę, ale w końcu dał za wygraną podkulił kolana i je objął ramionami. Sprawdziłem, w takiej pozycji dało się uniknąć hipotermii.
Byliśmy też w oceanarium na Siam - najbardziej słabym parku rozrywki w jakim byłem. Cały był wypełniony dziećmi z rodzicami i adekwatną dla nich rozrywką, że po 40 minutach wyszliśmy i oddaliśmy bilety innym dzieciom w kolejce. Jedna z sal był jednak warta dłuższej chwili. Sala była cała zaciemniona, na środku stała okrągła skórzana kanapa, tak, że każdy siadał w innym kierunku. W głośników była odtwarzana muzyka klasyczna. Przed Klientami stały akwaria z meduzami, które pod wpływem naświetlania różnymi kolorami zmieniały barwy. Resztę odwiedzin tego oceanarium wymazałem z pamięci..
W drodze powrotnej samolot opóźnił się o godzinę i podczas przesiadki w Kijowie zgubili mój bagaż. Bagaż dotarł po trzech dniach. Wszystko dobre, co się dobrze kończy.
Poprzedni wpis: Życie Białego Polaka w Klasztorze | Następny wpis: Październikowy Bałtyk jest nieprzewidywalny |