Życie Białego Polaka w Klasztorze

Środa, 10 sierpnia 2011

Suan Mokkh Czytano: 2190

Czcigodny Buddhadasa BhikkuNie Biały Polak, a Buddhadasa Bhikkhu jest w tej historii najważniejszy. Czcigodny  Bhikkhu był założycielem ośrodka w którym postanowił nauczać Dhammy ludzi świeckich zgodnie z pierwotnymi naukami Buddy. Bycie Dhammicznym w największym skrócie oznacza bycie spokojnym i użytecznym. Spokój wyraża się przez wyzbycie się egoizmu, czyli nie krzywdzenie, nie nadużywanie i nie uciskanie innych. Użyteczność przejawia się poprzez udzielanie pomocy w prawdziwym wyzwoleniu od cierpienia (o tym wspomniałem w poprzednim wpisie). Buddhadasa Bhikkhu nie korzystał z dostępnych, przetłumaczonych tajskich skryptów. Wiedzę czerpał z tekstów Budddy pisanych w wymarłym języku pali, w którym owe skrypty powstały, czyli po wiedzę sięgnął do źródeł...

Pierwszego dnia wszystko było dla mnie nowe. Biernie podążałem za tłumem na następne zajęcia po usłyszeniu bicia dzwonu, który sygnalizował następny punkt programu. Nie było nikogo w pobliżu, kogo mógłbym się zapytać co o tym wszystkim myśli? Sam musiałem odpowiadać na wszystkie swoje pytania.

Jak przejawialiśmy użyteczność w dążeniu do bycia Dhammicznym? Dla każdego było przewidziane 1 zadanie. Jedni musieli zamiatać stołówkę po śniadaniu, inni grabili liście, jeszcze inni czyścili toalety. Wszystkie zadania polegały na dbaniu o porządek i się nie zmieniały, więc każdego dnia powtarzało się tą samą czynność. Moim zadaniem było zapalenie czterech świeczek dookoła jeziora o godzinie 1800, tak żeby świeczki paliły się podczas grupowej medytacji chodzonej. Po śniadaniu zbierałem świeczki.

Pierwszej nocy po rozpoczęciu kursu, czyli z 1 na 2 sierpnia 2011 nie zmrużyłem oka. Zamiast znaleźć ukojenie w ciszy, tonąłem w hałasie. Jak można zmrużyć oczy, gdy na powierzchnię wypływają wszystkie tłumione i zagubione dotychczas myśli? Zamknięty w celi ulegałem wszystkiemu jak osłabiony organizm ulega wirusom. Każdy z nas może mieć wirusa, którego nie jest świadom, który zbudzi się dopiero po latach. Bodźcem, który zbudzi odpychane myśli i takie na które nigdy nie ma czasu jest cisza...

Rano uznałem, że nic więcej już nie osiągnę. Wczoraj zacząłem kopać dół, wykopałem cały piasek ale natrafiłem na skałę na którą nie mam odpowiedniego narzędzia. Z takim wątpliwościami wstawałem z łóżka każdego dnia, wczoraj jednak byłem dużo bliżej powierzchni. Każdego dnia posuwam się głębiej. Dokąd dotrę dnia ostatniego? To na jodze zawsze zmieniłem zdanie, warto tu zostać dla jogi, ćwiczyć i obserwować jak pod sufitem co jakiś czas przeleci nietoperz, jak za filarem schowa się jaszczurka, jak powoli się rozjaśnia, rozkwitają pąki kwiatów, które sygnalizują, że zaraz z pomiędzy liści palmy spadną na mnie pierwsze promienie porannego słońca. Kończąc zajęcia uśmiechnąłem się do siebie: jeśli wyjdę teraz, to przepadnie mi całe 200 PLN, bo ośrodek nie uznaje zwrotów. To najmniej istotny powód, bo tu nie chodzi o pieniądze.

Trzeciego dnia, kiedy przyszedłem na popołudniowe zajęcia naliczyłem 35 mężczyzn. Czy piętnastu mężczyzn wyszło, gdy zobaczyło trzeci dzień z rzędu taki sam, nieprzyprawiony obiad? Nie tylko ja toczę wewnętrzną walkę. Puste miejsca z początku dodały mi otuchy, później mi ją odbierały. Przez cały czas trwania kursu zrezygnowała 1 kobieta.

Dotrwałem do szóstego dnia i jestem z siebie dumny. Połowa już za mną, a już w tym momencie ten pobyt zajmuje pierwsze miejsce w rankingu najtrudniejszych rzeczy z którymi przyszło mi się zmierzyć. Dziś rano nie usłyszałem bicia dzwonów i nie wstałem ze wszystkimi o 400. Zrozumiałem, że jestem w stanie kontrolować swój umysł, zacząłem to robić. Od tego czasu zacząłem sypiać spokojnym snem, a tej nocy zaspałem. Usłyszałem Łup, Łup, Łup, Łup, Łup, które wybudziło mnie natychmiast z bardzo głębokiego snu. Gdzie jestem i dlaczego jest tak ciemno, co to za wystrzały? Znowu seria: Łup, Łup, Łup, Łup. To nie przelewki! Może jak się poruszę to poznam jakiś przedmiot i rozpoznam to miejsce? Gdzie jestem? Miałem pustkę w głowię i zachowałem spokój. Może wylądowałem na wietnamskiej wojnie, a te odgłosy  są wystrzałami karabinu? -tylko to przyszło mi do głowy. Poruszyłem się i dotknąłem moskitiery, to był impuls, który był kluczem. Jestem w Suan Mokkh. Zapaliłem światło, spojrzałem w dół, czy na podłodze nie ma skorpiona lub węża, zestawiłem stopy, zdjąłem kłódkę i uchyliłem drzwi. Zobaczyłem odwracającego się i niknącego w mroku Kevina. Nie odezwał się słowem i nie czekał na moje dziękuję. Domniemane wystrzały był odgłosami uderzenia pięści w drewniane okiennice. Zdążyłem na poranne zajęcia.

Siódmego dnia po obiedzie, jak każdy, miałem godzinę dla siebie. Biały komplet ubrań noszonych wczoraj wyprałem podczas przerwy po śniadaniu, więc do moich zadań należało jeszcze tylko jego zdjęcie. Gdybym jednak o tym zapomniał, to nic by się nie stało. Czas wolny spędzałem na swoim łożu rozmyślając jak mogę poprawić swoje życie i życie osób, które mnie otaczają, gdy już stąd wyjdę. Zawsze sprawdzam podłogę przed jadowitymi zwierzętami. Leżąc na drewnianej poduszce spojrzałem na sufit i ściany. W najdalszym rogu był olbrzymi ptasznik. Miał 8 cm średnicy. Mam tu milczącego kolegę, który ma swoją celę obok mojej, czasem wymieniamy spojrzenia i uśmiechy, gdy siadamy nad miskami ryżu. Nigdy nie rozmawialiśmy, ale pozdrawianie uśmiechem jest czymś, z czego nie mogę zrezygnować. Jestem bezradny wobec tego pająka i nie wiem co z nim zrobić? Nie mogę go skrzywdzić! Poszedłem do cichego kolegi, który właśnie wieszał pranie i powiedziałem szeptem HELP (pomocy). Cichy kolega poszedł za mną i powiedział BIG (duży). Nadajemy na tych samych falach pomyślałem. Powiedział szeptem, że przy bramie do naszego dormitorium są siatki na owady. Poszedłem po siatkę, Cichego nie było w celi ale pająk był w tym samym miejscu. Otwór w siatce był 3 razy większy niż mój gość. Zastanawiałem się: Kolego czy Ty mi się w to zmieścisz? W czasie studiów hodowałem ptasznika i wiedziałem, ze ich 4 pary oczu są bardzo prymitywne i służą im głównie do odróżniania dnia od nocy. Na kończynach ptasznika znajdują się włoski wrażliwe na ruch powietrza i prawdopodobnie, to za ich sprawą  pająk zaczął atakować siatkę, gdy tylko zacząłem ją zbliżać do jego ciała. Po krótkiej walce wpadł do środka. Do drzwi dzieliło mnie 2 metry, a ten okaz nie był tak pokojowy jak ja i zaczął wspinać się po rączce, która miała około 60 centymetrów. W mniej niż sekunda ptasznik z wnętrza siatki znalazł się na rączce. Ja w tym czasie zrobiłem dopiero dwa kroki w kierunku otwartych drzwi. W następnej sekundzie ptasznik wylatywał przez otwarte drzwi, ciągle wspinając się po rączce. Upadek siatki na beton narobił trochę hałasu. Zeszli się mężczyźni mieszkający w sąsiednich celach. Sąsiad mieszkający po prawej stronie szepnął mi, żebym nie wypuszczał go na łąkę po naszej stronie, tylko zaniósł go na drugą stronę i niech się wprowadzi do celi po drugiej stronie. Zaniosłem go pod drzewo rosnące na środku placu. Niech ptasznik sam wybierze...

Ostatniego dnia, każdy mógł podejść do mikrofonu, usiąść po turecku i opowiedzieć o swoich doświadczeniach. Ja o ptaszniku nie opowiadałem, ale napiszę kilka zdań o Cichym, bo po skończonym kursie wróciliśmy razem do Bangkoku.