Chang Mai, wioska Lahu
W dżungli jest znacznie ciszej za dnia. W nocy dżungla jest naprawdę głośna, ciężko się do tego przyzwyczaić. Do tego świadomość przebywania w dżungli... bez zasięgu komórki.
Wiedziałem, że tej nocy nie zasnę tak łatwo. Kiedy już wszyscy poszli spać. Przy ognisku został tylko 22-letni Bobo i ja. Przyniósł swoją gitarę i zaczął śpiewać pieśni w języku ludzi Lahu, z którego znam tylko jedno słowo [abuzia] co znaczy: dziękuję, witaj i do zobaczenia. W każdym razie Bobo śpiewał naprawdę pięknie. Potem powiedział, że jest synem Buddy, i zaczął wykonywać ruchy, które widuje się podczas treningów thai-czi. Jego ruchy były skoordynowane jak ruchy mnicha z klasztoru Shaolin. Cóż miałem robić? Uwierzyłem, że jest synem Buddy i zacząłem powtarzać za nim wszystkie ruchy. Z pełnym przejęciem i pełną uwagą naśladowałem ruchy mistrza. To niesamowite jaki spotkał mnie zaszczyt. Do dziś widzę Bobo i ruchy jego dłoni podczas tłumaczenia zasad przepływu energii na świecie... in and... out.
Następnego dnia Puzzai zarzekając się, że nie powinien tego robić, zdradził mi, że Bobo jest uznawany za szaleńca! Kiedyś pod wpływem alkoholu naruszył świętą ceremonię, którą powinna odprawiać starszyzna. Bobo zakłócił jej przebieg niszcząc dekoracje w jednym z domów. Od tamtej pory ludzie mówią, że jego duszę opętał zły duch. Nigdy nie zrobił nikomu nic złego, więc ludzie go tolerują i pozwalają zostać w wiosce. Po nowym roku wszyscy mieszkańcy wioski zbiorą się w jednym miejscu i będą się modlić, żeby zły duch opuścił jego umysł. Bobo nie jest pierwszą osobą opętaną przez ducha. Kiedyś w wiosce był podobny przypadek, ale dzięki wspólnej modlitwie zły duch opuścił umysł mieszkańca, który dziś ma nawet rodzinę.
Puzzai nie mógł uwierzyć, że się dałem nabrać... ja też nie mogłem uwierzyć. Jedno jest pewne: Bobo miał w sobie coś mistycznego.
Następnego dnia odszukaliśmy 3 wodospady. Teraz, podczas pory deszczowej są one szczególnie widowiskowe. Ostatni zrobił na mnie największe wrażenie. Hektolitry woda spadały z wysokości 40 metrów z taką prędkością, że nie można było pod nim ustać nie osłaniając głowy rękoma.
Wieczorem dowiedziałem się więcej o tych niezwykłych ludziach mieszkających w dżungli, ale o tym napiszę w osobnym artykule.
Tego wieczoru usłyszałem dwie historie od Puzzaia. O duchu mieszkającym w chacie, który w nocy ściąga ludzi, by ich zrzucić z wodospadu i o tym jak Puzzai spotkał kobrę królewską...
Poprzedni wpis: Dżungla, słonie i banany | Następny wpis: Pierwsza opowieść Puzzaia |