Farma Krokodyli

Niedziela, 24 lipca 2011

Bangkok Czytano: 604

Nie przepadam za popularnymi miejscami, to nie znaczy, że nie są warte odwiedzenia. W rzeczy samej muszą być tego warte, ale czemu wszystko na miejscu okazuje się takie komercyjne, np. możliwość kupienia kubeczka, czy talerzyka ze swoim zdjęciem? Po co kupować coś zupełnie nieprzydatnego i tandetnego? Nawet nie o to chodzi, po co w ogóle ktoś zawraca mi tym głowę, skoro przyjechałem po coś zupełnie innego?

Nie ukrywam czasem odwiedzam takie miejsca, a czasem nie.

Moje towarzyszki świadomie, a jak się później okazało, nieświadomie zdecydowały się pojechać na Farmę Krokodyli. Padało, zwierzęta były niekarmione i zamknięte w ciasnych klatkach. Musiały kupić sprzedawane lokalnie jedzenie dla zwierząt, żeby je na nakarmić. W całej tej sytuacji zwierzęta są tylko rekwizytami, turyści aktorami i to całkiem dobrymi, bo dokładnie wiedzą co mają robić - sięgać do portfela i ratować... niewymagające przedstawienie z marionetkami.

Żeby nie zmarnować tego dnia poszedłem do fastfood'a Subway. Po zjedzeniu okropnej kanapki nabrałem sił do wyszukiwania w internecie centrów medytacji. Po godzinie znalazłem kurs idealny dla siebie. Zaczyna się za 10 dni, jest prowadzony w języku angielskim: International Dhamma Hermitage w Suan Mokkh. 10-cio dniowe wczasy all-inclusive za 200 PLN. Życie jest dla mnie, czy ja jestem dla życia - postanowiłem tam dotrzeć za wszelką cenę. Czy dam radę wszystko porzucić, zdeponować swój dobytek w sejfie i zacząć wieść bardzo proste życie? 2 miski ryży i kubek herbaty o 1800. Pobudki o 400 joga do wschodu słońca - jak łatwo to wszytko napisać... uśmiech maluje się na moich ustach :)

Po powrocie kobiet ze wspaniałej atrakcji oznajmiłem, że dziś nic nie zrobiłem, ale wiem co będę robił. Kobiety oznajmiły, że kupiły karmę dla głodnych zwierząt w ciasnych klatkach i że są zdruzgotane swoimi przezyciami.

Kilka dni później pojechaliśmy na północ do Chang Mai, miejsca skąd można wybrać się treking po dżungli. Jechaliśmy 14 godzin w 3 klasie. Wszystkie okna były otwarte, a na suficie był wentylator. To była bardzo ciężka noc. Kiedy dojeżdżaliśmy Dr Quinn powiedziała, że w swoim przewodniku przeczytało o Pai oddalonego o 5 godzin drogi. Pai przypieczętowało nasze rozstanie. Na dworcu poznałem nowych towarzyszy.

Wszyscy byli angolami! Prawdziwymi angolami! Takimi, którzy nie wypuszczają wieczorem piwa z dłoni, którzy muszą mieć jednoosobowy pokój na wszelki wypadek. Zdecydowaliśmy się wynająć przewodnika na trekking po dżungli. Chris kupił dla siebie nowe buty za 20 PLN, wynajęliśmy przewodnika. Jutro wyruszamy...