Wyspa Olchon

Sobota, 28 listopada 2009

Wyspa Olchon Czytano: 379
Komentarze: 1

Dojeżdżamy do Irkucka, gdzie odbiera nas dwudziestoletnia, wysoka, niebiesko-oka Natalii ze swoim ojcem Igorem – polubiliśmy się od razu – do końca naszego pobytu bardzo nam pomagają. Jestem umówiony z Igorem, że za 5 lat wykupię Natalie za 200 milionów dolarów. Igor prowadzi firmę budowlaną, był wolontariuszem w USA – co dumnie udowadnia pokazując swoje zdjęcie na pierwszej stronie amerykańskiej gazety. Do obrony własnej używa kałasznikowa. Tego dnia dzięki przypadkowo poznanej Lenie udało nam się dokonać obowiązkowej rejestracji.

Następnego dnia wyruszamy na wyspę Olchon. Jedziemy autobusem w skwarze i ścisku przez 6 godzin. Nie mam zamiaru tak jechać w drugą stronę – będę wracał stopem.

Jezioro Bajkał jest najczystszym słodkowodnym jeziorem na Ziemi. Dwie trzecie występujących tu gatunków flory i fauny można zobaczyć tylko w tym obszarze, jak na przykład jedyna słodkowodna foka nerpa.

Wyspa Olchon ma szczególne znaczenie dla szamanistów. Jest wymieniana na czele pięciu najbardziej energetycznych miejsc w Azji.

Uzbrojony w mapę i wiele cennych informacji o wyspie wypożyczam rower do down hillu i jadę na trzydniową wyprawę. Robię zakupy w największym sklepie w tysięczno-osobowym Hyżon. Na mój prowiant składa się kilka batonów, chleb, zupki instant i dwie wędzone na zimo ryby omul (występują tylko tu i są bardzo smaczne). Jak łatwo zauważyć, nie zabieram wody, będę ją czerpał z jeziora – można ją pić nie przegotowaną.

Pierwszego dnia wyruszam wieczorem i przemierzam około 20 km. Namiot rozbijam już po ciemku. W nocy jest pełnia. Rano schodzę po 20 metrowym, obsuwającym się klifie, żeby uzupełnić zapasy wody i odświeżyć się przed dalszą drogą.

Wieczorem mój obóz jest już kilkadziesiąt kilometrów dalej na północ. W nocy pada, ale w pożyczonym namiocie jest ciepło i sucho - to bardzo dobry namiot, powinienem taki kupić dla siebie.

Deszczowa pogoda utrzymuje się cały następny dzień. Deszczowa pogoda utrzymuje się cały następny dzień. Drogi zamieniają się w błotniste strumienie. Mapa tej okolicy jest nieaktualna, ciężko mi określić północ, gdyż chmury zasłoniły słońce. Powinienem to przeczekać, ale muszę oddać rower koło 1800, żeby nie dopłacać do wypożyczenia. Zresztą i tak rubli tylko na kilka posiłków, już wiem, że z wyspy będę musiał wracać na stopa.

Przyznam się, że wtedy skończyło się zwiedzanie, a zaczęło błądzenie. Skończenie zapasów dnia poprzedniego odbiło się na moim dobrym nastroju. Kończące się zapasy energii były silnym bodźcem by szybko odnaleźć cywilizację.

Po wepchnięciu roweru na błotnistą górę spotkałem Miszę, swojego imiennika. Był moim wybawieniem, podzielił się ze mną zapasami i mogłem chwilę odpocząć pod jego prowizorycznym dachem z foli poliestrowej. Misza uczy rysunku w szkole, tu przyjechał nabrać inspiracji do swoich obrazów.

Kiedy dzieliła mnie już tylko godzina jazdy od celu miałem jeszcze dwie godziny zapasu. Byłem już wtedy w bardziej zurbanizowanych terenach, czyli kilka domków i jeden bar - to nie kipiący turystami kurort, to Syberia, gdzie temperatura w zimę spada do - 60 stopni, a po jeziorze jeżdżą samochody by zaoszczędzić paliwa na objazdach. W czasie II wojny światowej w zimę na jeziorze były położone tory kolejowe, teraz tory oczywiście są na dnie Bajkału. W barze spotykam 3 Buriatki - mieszkanki wyspy. Jestem brudny, mokry i uśmiechnięty, ponieważ już zamówiłem i zaraz dostane ciepłe buzy (pierogi z bulionem, w środku ciasta jest jeszcze bulion, który po nadgryzieniu ciasta trzeba sprawnie wypić przed konsumpcją nadzienia), wiec po prostu zaczynam z nimi rozmawiać po rosyjsku. Padło pytanie, czy przyjechałem tym rowerem z Polski :). Od tej pory te 3 buriatki będą mnie gościły, częstowały regionalnymi potrawami (szczególnie przepyszną śmietaną) i woziły swoim Mercedesem po najbardziej ukrytych i niedostępnych częściach wyspy, których nie miał bym szansy zwiedzenia innymi środkami transportu.

Pojechaliśmy np. na ukryte w sercu wyspy jezioro żółte. Błoto i woda z jeziora zawierają pierwiastki radonu. W celach zdrowotnych trzeba się natrzeć błotem na 10 minut. Dłuższe spa działa szkodliwie - tej atrakcji nie mogłem przegapić, jednak droga do jeziora była bardzo trudna, nie tylko dlatego, że łatwo tu zabłądzić, w czasie jazdy po krętych i stromistych drogach samochód bywał przechylony pod naprawdę dużymi kontami.

Wieczorem chodzimy na lokalną dyskotekę do jedynego na wyspie beach baru. Co ciekawe ten fragment akwenu nazywa się jak kemping 1 na Półwyspie Helskim, czyli Małe Morze - pozostaje tylko dobra zabawa do rana w rosyjskim wydaniu, a rosjanie to naprawde dobzi tancerze.

  • Komentarze

    Dodaj komentarz

  • # 1 | Dzika Ruska 2011-12-29 17:05:06

    Olchon to moje ulubione miejsce w tej części Syberii. Mi udało się przypadkiem trafić na jeden z obrzędów na Szamance. Niesamowita sprawa :-) Obecność na dyskotece, o której piszesz, dla niektórych (przypominając sobie moich współtowarzyszy) może być nie lada doświadczeniem :-) Pozdrawiam